Działy
Dodatki

Bestiariuszowy bestiariusz - Katesthiomenos Epithymian

tekst archiwalny - 21 stycznia 2008
- Witaj, chłopcze! Nareszcie przyjechałeś. Pozwól, że wezmę twoje bagaże.
- Wuju, zostaw. Sam zaniosę. Lepiej opowiadaj, po co mnie wzywałeś. - Gość przejął od przygarbionego staruszka w binoklach wypchany worek i podążył w stronę ganku.
- W mieście mi mówili, że potrafisz złapać każdego potwora, jakiego dusza zapragnie.
- Ano, potrafię. - Usta młodzieńca wykrzywiły się w grymasie błogiego zadowolenia.
- I bardzo dobrze. - Gospodarz zatarł ręce i otworzył drzwi. – Mam dla ciebie zlecenie.
- Ty? A na cóż ci potwór?
- Zamierzam go oswoić...

Obrazek



- Słucham?
- Oswoić. Usiądź. Chcesz się czegoś napić? - Wuj przybysza wskazał fotel w niewielkim saloniku, a sam przysiadł na krześle przy stole usłanym papierami. – Stary Katz opowiadał, że był ostatnio w zamku hrabiego. To znaczy w tym, co pozostało z zamku: częściowo zawalone korytarze, pozabijane deskami drzwi i pękające ściany. I ten nieszczęśnik znalazł tam tunel. Ciasny jak diabli, bo pełen głazów. I jak już przelazł tym tunelem, to dotarł do niedużej komnaty. A tam co widzi? Stos złota i drogich kamieni, niedbale okrytych płachtą czerwonego jedwabiu. Już miał radośnie zacząć napełniać worki, a tu jak coś nie wrzaśnie, jak nie zaskrzeczy! Monety drgnęły i wstały. Wiem co mówię! Po prostu się podniosły. To ci był widok, chłopcze: na chudych, ptasich nogach kołysał się przygarbiony stwór wzrostu rosłego mężczyzny. Miał wielkie łapska i nieproporcjonalnie długie pazury. Prościuteńkie – jak szpile. Szpony lewej dłoni łączyła błona. Łeb osadzony na cienkiej szyi przypominał grudę kamieni, a twarz miał jak u starej, zasuszonej kobiety. Gdzieniegdzie się skrzył, ale generalnie zlewał się z kolorem ścian. Brzuch i kończyny tak samo. Tylko oczy świeciły – a nie wyglądały jak normalne ślepia! Były jak wielkie szmaragdy. A skrzydła, to podobno na pierwszy rzut oka kropka w kropkę jak płachty jedwabiu. Potwór popatrzył na Katza i wyszczerzył ogromne zębiska w szpetnej karykaturze uśmiechu. I nagle jak nie skoczy na biedaka! No to on się chciał wycofać do tunelu, ale zanim to zrobił, dosięgły go już pazury bestii. Ocalił go napierśnik, którego potwór nie przebił. Gdyby staruszek miał kolczugę, to ho, ho! Nie byłoby tak dobrze. Przeszłoby jak przez masło. Potem Katz spróbował odpowiedzieć ciosem krótkiego miecza, który miał ze sobą. Stwór zasłonił się lewą łapą i rozcapierzył palce. Okazało się, że napięta błona jest na tyle mocna, że klinga tylko odskoczyła i prawie wyrżnęła starego w nos. Toteż Katz dał za wygraną, wcisnął się do korytarza i jakoś uciekł. Potem nam to wszystko opowiedział.

Obrazek


by Velinov

- Przyznam ci się, że pierwszy raz słyszę o takim stworzeniu. To coś jak mimik?
- O nie, nie! Też tak na początku myślałem. Ale poszedłem do biblioteki, teraz wszystko wiem. Już ci mówię: to... – tu staruszek poprawił binokle i zerknął na jedną z kartek na stole – Katesthiomenos Epithymian. Z przodu przypomina kamienną ścianę, jak w relacji Katza. Za to grzbiet ma pokryty złotą łuską. Jak chce, może się zwinąć, przykryć skrzydłami i udawać skarb. Szyję ma na tyle giętką i długą, że spokojnie wykręca łeb i obserwuje tymi dwoma szmaragdami potencjalną ofiarę, mimo że jest odwrócony tyłem. I ogon: ważna sprawa, bo podobno kiedyś jakiś rycerz wlazł do komnaty, zobaczył wiszący ze sklepienia złoty łańcuch i to uratowało mu życie. Bo wiedział, że jak ni stąd, ni zowąd dynda coś takiego, to to jest ogon Katesthiomenosa. Dobrze o tym pamiętać. Rzecz w tym, że ta bestyjka nie zawsze udaje stos skarbów. Wszystko zależy od miejsca, w którym przebywa. Czasem po prostu podwiesza się u sufitu i czeka. Odwrócona brzuchem w dół, tak, że się nie rzuca w oczy. Skrzydła i dolne kończyny ma zakończone haczykowatymi szponami, którymi wczepia się w kamień. Te stwory żyją w ruinach, katakumbach, lochach i temu podobnych miejscach. Wszędzie mogą się wślizgnąć, bo są chude i cholernie zwinne. W zamkach zazwyczaj udają stosy złota. W grobowcach nie. No bo skąd w takim miejscu ocalały skarb? Nienaturalne. Nikt nie dałby się nabrać. To wtedy podczepiają się pod sufit. Podobno potrafią czekać na zdobycz tyle, że porastają mchem i grzybami. Przede wszystkim są przystosowane do przebijania się przez kolczugę: tymi długimi, wąskimi pazurami. Z blachą idzie im dużo słabiej. No i nie potrafią pływać. Kiedyś podobno, jak powódź zalała piwnicę, to dwa tygodnie później znaleźli truchło. Stwór utonął, chociaż miał otwartą drogę ucieczki. Klapę wejściową. Ale złoto, które go pokrywa, jest prawdziwe. No a sam spróbuj zakuć się w zbroję i utrzymać się na powierzchni wody. Niełatwo, prawda?

Obrazek


by Velinov

- Mają na grzbiecie warstwę złota i nikt na nie nie poluje? Wuju, pomieszało ci się w głowie.
- Ależ skąd! Polowali na nie, a jakże! Dlatego teraz tak mało ich zostało. Zalewali piwnicę wodą i szli do domów. Wracali po dwóch-trzech dniach. Bo potwór może i tonie, ale za to cholernie długo potrafi wstrzymywać oddech. Przychodzili, nurkowali i wywlekali złotonośne truchło, hehe. - Staruszek zadrżał w złośliwym chichocie. – Był kiedyś taki szlachetny rycerz, nazywali go chyba Mizeos. Ów szlachetny rycerz polował na smoki. Któregoś pięknego dnia przywędrował do jaskini takiej jednej gadziny i wyzwał ją na pojedynek. Wiadomo: bestia duża, ziała ogniem i była odporna na moc amuletów. Niełatwo rycerzowi się ją ubijało, oj niełatwo. Po zaciętym boju, ledwo żywy rycerz przelazł okrakiem nad cielskiem bestii i wszedł do groty. Przecież każdy wie, że smoki pilnują skarbów. Wkroczył więc do jaskini, a tam wielki stos złota. Mizeos drżącymi rękami zaczął napełniać worek, a tu jak nie skoczy na niego Katesthiomenos! Stwór jest niegłupi. Oczywiste, że rycerz sięgający po skarb będzie po walce ze strażnikiem. Czyli na pewno wyczerpany i ranny. Łatwy przeciwnik, czyż nie? Oj, tak, bestyjka kombinuje. Choć może na to nie wygląda. W jednym z kodeksów wyczytałem, że Katesthiomenosy są inteligentne. Porozumiewają się ze sobą, uczą się nowych technik walki i potrafią nawet zastawiać pułapki.

Obrazek


by Rob Alexander

- Pułapki?
- Dokładnie tak. Jeśli nie wykopują dziur w ziemi i nie zasłaniają ich gałęziami, to tylko dlatego, że w lochu to by co najmniej dziwnie wyglądało. Ale na przykład zwężą przejście tak, aby człowiek mógł się ledwo przecisnąć. Żeby nie uciekł za szybko. Katz miał więcej szczęścia niż rozumu. Co więcej, one przeszukują swoje ofiary i zabierają ich złoto, żeby się nim później otoczyć i lepiej zamaskować. Podobno nawet czują, że jak w pomieszczeniu, w którym przebywają, pojawia się woda, to trzeba natychmiast uciekać.
- Wuju, twoje słowa coraz bardziej mnie niepokoją. Skąd w zamku hrabiego taki stwór?
- Ha! Tego nie wiem. Oby był tam sam. Bo czasem w jednym lochu potrafią mieszkać dwa, a nawet trzy Katesthiomenosy. Jeden udaje skarb, dwa pozostałe wiszą pod sufitem. I czekają. I nigdy nie kłócą się o ofiarę. Są bardzo zorganizowane i zgodne. Dzielą się wedle hierarchii. Zazwyczaj to stary samiec i jego młode. Przyucza je. Potem one zostają, a on znika. Nikt nie wie dokąd. Szukano jakiegoś cmentarzyska tych bestii, ale nie znaleziono. Wyobrażasz sobie takie miejsce? Dziesiątki zwłok, które tylko czekają, żeby je obedrzeć ze złotego pancerza!
- Chcesz powiedzieć, że można spotkać ich całe stado?
- Nie, brońcie bogowie! Najczęściej jest jeden. Czasem dwa. Trzy to naprawdę rzadkość.
- Jak to się stało, że nigdy nie słyszałem o tych stworzeniach? Zabijam potwory nie od dziś.
- Może i zabijasz, ale czy uczysz się o nich? Poznajesz ich obyczaje? Młody człowieku, sprzyjam ci całym sercem, ale spójrzmy prawdzie w oczy - jesteś ignorantem. W ciągu całego życia nie zamordowałem ani jednej bestii, a znam je lepiej niż ty.

Obrazek


by Velinov

- Wuju, skoroś taki mądry, to powiedz, jak w ogóle powstały te twoje...
- Katesthiomenosy. - Podpowiedział z łagodnym uśmiechem starzec, po czym ponownie spojrzał na zapiski. – Pewnie nie słyszałeś o alchemiczce Epithymii? Tak myślałem. Gorąco wierzyła w te wszystkie bajdy o kamieniu filozoficznym i uparła się, że pozna tajemnicę wytwarzania najbardziej pożądanego przez wszystkich metalu. Kobiecina miała niegłupi pomysł: niech złoto rośnie jak chityna na żuku, jak skorupa ślimaka. Naturalnie. Bez sztuczek. Niech da się hodować. Pierwsze stworki z lśniącym pancerzem były raczej nieporadne i niewielkie. Trochę trwało, zanim Epithymia nauczyła swoje zwierzątka jeść. Pojawił się następny problem: bezbronność tych istotek w obliczu złodziei. Tak! Kilka pierwszych egzemplarzy najzwyczajniej w świecie rozkradziono. Alchemiczka tworzyła coraz to silniejsze i inteligentniejsze bestie. Nie wiadomo, w którym momencie przesadziła. Grunt, że któryś stwór zaatakował swojego demiurga. I pożarł go. Co za ironia! Tę biedną kobietę dosłownie zjadła własna pasja. - Staruszek zaśmiał się chrapliwie.
- Ile ich zdążyła wyprodukować?
- Jakie to ma znaczenie? Hodowała kilka par i dała im możliwość rozmnażania się. Ile jest ich teraz? Nie wiadomo. Na pewno mocno przetrzebiły je niegdysiejsze polowania. Nie powiem ci dokładnie.
- No dobrze, ale wuju, po co ci właściwie te stwory?
- Głupiś, no naprawdę, jak bogów kocham, do kroćset! Jeszcze nie zrozumiałeś? Wyobraź sobie tylko: Katesthiomenos to kura znosząca złote jaja! Jadę do kupca na wozie pełnym monet. Kupuję, powiedzmy, skrzynkę lunet, które później sprzedam po zawyżonej cenie. Mówię handlarzowi, że zostawię mu dziś furmankę w jego własnej stajni, niech sobie człeczyna spokojnie rozpakuje zapłatę. I idę przespać się w gospodzie. Delikwent zachodzi do domu po skrzynię, wraca – a tu nie ma pieniędzy! Coś mi udowodni? Nie. Bo ja jestem na gościńcu i przecież nie miałem jak dokonać kradzieży. A transakcja jest transakcja. Kupiec musi mi dać towar. Jeśli będzie się wzbraniał, to pójdę do mistrza cechu. Dodatkowo będę mógł się poszczycić systemem ostrzegania na wypadek powodzi, prawie jak kanarki od gazu w kopalniach.

Obrazek
by Joachim Barrum

- Wuju, zaskakujesz mnie.
- Młodzieńcze, bo jeśli nie ma się tu... - staruszek dźgnął kościstym palcem biceps siostrzeńca - ...to trzeba mieć tutaj! - Z dumą stuknął się kciukiem w czoło i zatrząsł się w wybuchu gromkiego śmiechu.
- Przyznam, że niepokoi mnie to wszystko, co mi powiedziałeś. - Mruknął niechętnie młody człowiek. – Na pewno to przemyślałeś?
- Oczywiście! Co więcej, jeśli się zgodzisz, będę ci płacił piętnaście procent z każdego utargu. - Starzec zmrużył oczy i poprawił binokle. – Co ty na to?

Na teren ruin zamku hrabiego wszedł żwawym krokiem rycerz w pełnej płycie. I to był ostatni raz, kiedy go widziano…
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 21 paź 2017, 14:48 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka