Działy
Dodatki

Wisielec

tekst archiwalny - 21 stycznia 2008
Zatrudniono mie, bym ubił jakie ścierwo, co to po naszej mieścinie się panoszyło. Było to ze dwie jesienie temu. Miecz posrebrzyłem u kowala, przysposobiłem wody święconej i święty symbol na łańcuszku zawiesiłem. Bez miary pół nocy po mieście żem się włóczył, jako zawalidroga karczmienny. Wówczas plugawca żem dostrzegł. Sunął przy ścianie jak pijak jaki. Wolny, łeb mu zwisał niżej ramion.

„Kuternoga jaki za życia był” pomyślałem. Tera pewno bardziej nieruchawy. Łatwo pójdzie. Równym marszem szedłem i się żem wzdrygnął. Morda krzywa, przez wrony wydziobana, szata poszarpana, rynsztokiem i ściekiem śmierdział, oko wyłupione miał, przetrącony kark, głowy bezwład, fioletowy jęzor mu z gęby wisiał. Fuj! Obrzydliwca takiego jeszczem na oczy nie widział, jakem żyw! Ożywiniec nieudany – pewnikiem. Z szyi mu sznur szafotowy wisiał i supły dwa na nim widniały. Miecz obnażyłem i rąbać go poczynam! A ten jak się nie zepnie! Jak mi w gębe nie zasunie! Poleciałem jako chuchro na bruk! Ten podeszed do mie i mi tako bełkotać począł: „Zejdź mi waszeci z drogi, bo zadusze jako psa! Ze starostą mam pogadankę dzisiejszej nocy...” I odeszed. Nie lekceważcie wisielca!

Friedrich Offendruck – łowca nagród



Ledwom żem z zajazdu wyloz, ten mię ŁAPS za szmoty i zo winkel! Gębe to on we szmatoch trzymoł. Zbir, myśle, jaki; krzyknonć żem chcioł. Ano mie łacno za gardziocho ucapał i tako mie rzecze: „Gdzie szlachcica Gurbena znojde? Chyżo mie tu godoj!” Jo żem się zlonkł, tom i mu powiedział, że pan wyjechoł. Jok ten mnom nie rzuci o mur! Szał jego strosznie mie przeląkł. Kaptur mu sie na ten czos z łepetyny zsunoł. Nim mie się czorno przed oczami zrobiło, tom jego gębe obaczył. Łeb przetrącony mioł i morde gorszą ode mojej starej! Stroszne te siły nieczyste!

Gruter – chłop



Dawny pan mój wczesną wiosną wyruszał w podróż po załatwieniu problemu rzekomego złodzieja jego majątku. Losy jego tak się potoczyły, że nawet bez procesu do lasu go wywieziono i na drzewie jako szynkę we wędzarni powieszono. Klął się on, że niewinny, ale nikt go nie usłuchał. We pięć dni żeśmy podróżowali wierzchem traktami głównymi i wieczora pewnego żeśmy przy drodze napotkali kolejnego straceńca. Pan mój ówczesny, jakoby odwagę pokazać, pierwszy się doń zbliżył. Wtem obaczył on, że ścierwo dwa sznury ma na karku. Tedy wrzasnęło truchło straszliwie i rzuciło jedną nieuwiązaną linę na szyję pana. Krzyknął: „Za męki niezasłużone! Sczeźnij okrutniku!” Chwilę później dwa trupy na drzewie już dyndały, jeden pod drugim. Straszny to był dla nas widok! A i jeszcze zadziwienie, że nas dogonić zdołał, sam się znów gotów był powiesić i czekać tak na nas. Sprawiedliwość bywa jednak na tym świecie, ino tylko za ceny wielkie...

Gwartor Dolimberg – klucznik



Obrazek


by Doomy330

Wisielec to dość niepozorny nieumarły. Kark przetrącony na szafocie ujmuje mu sporo splendoru. Człek widzący go po raz pierwszy, może go zlekceważyć, a już wielu popełniło tak wielki błąd. Wydaje się, iż są wolne i niemrawe jak zwykły ożywieniec. Nic bardziej mylnego! Są zadziwiająco silne i zręczne. Potrafią zastawiać zasadzki i pułapki. Najprawdopodobniej do krainy żywych wraca ich szaleńcza chęć zemsty na tych, którzy zaprowadzili ich na szubienicę. Wisielcy to inteligentni myśliwi. Nie zajmują się zabijaniem niewinnych. Ich egzystencja ogranicza się do zabicia swych celów za wszelką cenę. Kiedy ofiara jest w zasięgu wzroku zbielałych oczu wisielca, wpada w straszliwą furię i rusza, by dostać w swe łapy nieszczęśnika, którego sobie upatrzył. Mało co potrafi go wówczas powstrzymać. To istoty na wskroś szalone. Obawiają się wschodów słońca, bowiem o świcie wykonuje się na ogół wyroki. Światło słoneczne, wbrew wszelkim podejrzeniom, nie rani ich. Towarzyszą im często wrony, których wisielcy również się lękają. Szarpały one truchło niejednego straceńca. Mimo szalonej chęci mordu, trup jest w stanie długo czekać na okazję, by dopaść ofiarę. Potrafi sterczeć na mrozie, deszczu i wietrze nawet wiele dni i nocy, by w sprzyjający m momencie uderzyć. Na ogół dusi ofiary liną, której nigdy nie ściąga z szyi. Każdy zaplanowany cel, to kolejny supeł na noszonym sznurze. Potrafią zakradać się do domów i zabijać w największej ciszy nieświadomych domowników.

Wisielec zmuszony do walki nie będzie z pewnością uciekał. Będzie wręcz gonił napastnika. Najczęściej przyciąga do siebie oplątane ofiary, a potem unieruchamia je zaciskając jednocześnie pętle na szyi. Mało kto został zabity przez wisielca przez pomyłkę, ponieważ pamiętają oni doskonale wszystko to, co wiedzieli o właściwych ofiarach za życia.

Nikt nie próbował w warunkach laboratoryjnych odtworzyć proces powstania wisielca. Te sporadyczne efekty działania nieskrępowanego definicjami zła, są absolutnie przypadkowe i spontaniczne.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 29 cze 2017, 01:16 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka