Działy
Dodatki

Wszczepiec

tekst archiwalny - 21 stycznia 2008
10 VI - Dawno nie obłowiliśmy się na nich tak łatwo. Prawie w ogóle się nie bronili. Wyrżnęliśmy ich w pień! Ich parszywe mordy już nigdy nie będą bluźnierstwem dla świata. A my zainkasowaliśmy spory kapitał. Wyleczę jeszcze jedno draśnięcie i znów ruszymy na szlak.

17 VI – Obawiam się, że jednak będziemy zwlekać z wyruszeniem. Draśnięcie zagoiło się, ale ręka czasem mi drętwieje. Niepokoje się. Obawiam się infekcji. Żyły mnie palą i skurcze zaczęły nękać wczorajszej nocy. Obym wyzdrowiał.

6 VII – Gorączka się nasila. Ręka odmawia mi posłuszeństwa przy najprostszych czynnościach. Puchną i twardnieją mi mięśnie. Medycy mówią, że mam przerzuty na klatkę piersiową. Nie jestem pewien, co dla mnie to oznacza, ale nie brzmi to dobrze. Obawiam się najgorszego.

19 VII – Poruszanie ręką pochłania lwią część mojej energii. A czasem sama podejmuje dziwne czynności. To szaleństwo!

24 VII – Zaczynam chwilami tracić świadomość. To, co działo się wcześniej z moją ręką, teraz dzieje się z całym ciałem. Skóra pęka, pojawiają się ropiejące wrzody. Już nic nie jest w stanie mi pomóc.


Anonim:

Wszczepiec? Słyszałem to i owo, i możliwe, że takiego jednego widziałem. Kiedyś jakiś klient poprosił, byśmy pozbyli się jakiegoś szaleńca, który zabił 6 osób. Obrazy zdarzeń, które nam przedstawił, były co najmniej makabryczne. Naszym celem był prawdziwy psychopata. Po kilku dniach udało nam się drania wytropić. Był chyba ostro zmutowany. Nie wiem, jak to wszystko działa. W ten, czy w inny sposób, mój kompan – strzelec jakich mało – postanowił upalić go z procy w czerep. Rozkręcił kamień i łupnął go w glacę. Czaszka ustąpiła, mózg wyprysnął. A ten odmieniec odwrócił się i ruszył na nas z siekierą! Bez połowy puszki czaszkowej! Cud, że choć jedno oko zostało mu w oczodole! Tłukliśmy go dobre kilka chwil nim zesztywniał. To był obłęd!

Obrazek



Damian Weinfeld – profesor:

O wszczepcu jako takim wiemy niewiele, a co ciekawsze, nawet nie możemy potwierdzić jego istnienia. Mówi się, że jest on mutacją lub przewlekłą chorobą wzmagającą produkcję związku znacznie silniejszego, niż noradrenalina czy adrenalina, a także kortyzol. Jak dotychczas nie miałem okazji bycia przy sekcji osobnika mogącego się „pochwalić” takim kompanem w swoim ciele. Jednakże słyszałem o takowej. Doprawdy, ciężko przechodzi mi to przez myśl, a co dopiero przez gardło, ale słyszałem, że organizm potocznie zwany wszczepcem przejmuje kontrolę nad częścią układu nerwowego żywiciela. Blokuje jego impulsy nerwowe i wspomaga produkcję hormonów. Następnie zaś wytwarza quasi ośrodek nerwowy bliższy działaniem do rdzenia przedłużonego, a nawet po części do mózgu, po czym łączy swój nowy twór z zakończeniami nerwowymi nieszczęśnika i stopniowo przejmuje jego ciało. Zaszczepiony pasożyt powoli ogranicza „kompetencje” mózgu i sam przejmuje kontrolę. W pewnym stopniu przypomina złośliwy nowotwór. Nie wiemy, jak dochodzi do implantacji zarodka czy larwy, ani z czego ten pasożyt się rozwija. Jedyne, co nam zostaje, to spekulacje i oczekiwanie na prawdziwy okaz.

Russel Vertigo – oficer:

Widziałem to kiedyś. Jeden z szeregowych wpadł na zasieki i po 3 tygodniach leżał już w drgawkach. Żal mi było tego chłopaka. Amputowali mu lewą dłoń, później rękę do łokcia, a następnie przy samym ramieniu. Leżał tak bezczynnie. Nasz kapelan odprawił mszę w jego intencji. W miesiąc później zaczęło się. Nie szło się z nim porozumieć. Zero kontaktu. Nic już nawet nie mówił. Rzuciło mu się na krtań. Na twarz i na nogi. Prawą ręką pisał czasem węglem po murze koło łóżka. I teraz pewnie mi nie uwierzysz... Pisał najpierw o rodzinie i kumplach. Potem stawiał tylko jakieś porąbane znaczki, charczał i wył na zmianę. Jakby go coś opętało! Trwało to z tydzień. Zwiał pewnej nocy. Podpalił baraki, jedną ręką skręcił kark strażnika! Widziałem to na własne oczy. Potem przebiegł przez obóz jak szaleniec i zbiegł w las, kilku nawet do niego strzelało. Parę kul musiało trafić. Ale on ani z kul, ani z ognia nic sobie nie robił. Sądzisz, że to może być naprawdę choroba? Nie synku, to coś gorszego. To myśli, do stu diabłów! I módl się, żeby nie okazało się w tym lepsze od nas!

Ksiądz J. Sunborow:

Gdzie mnie, synu, pytać o takie sprawy? A skądże ja mam ci powiedzieć, czy to jest szatańska sprawka? Pewno i jest, suma summarum wszelkie zło jest za jego sprawą. Rozumiem, rozumiem. Stoimy wobec tego przed ciężką zagadką. Jednak czy jej rozwiązanie jest nam potrzebne do rozwiązania tego problemu? Jak wy to mówicie, „wszczepiec” jest zagrożeniem dla ludzi, więc pozbyć się go należy tak, czy inaczej. Bóg dał nam wszelką ziemię we władanie i żaden twór Szatana czy też rozwydrzonej natury nie powinien nam, ludziom, przeszkadzać w wypełnianiu woli bożej, jaką jest ekspansja. Jeśli zechcesz, wstąp do naszej biblioteki parafialnej i może tam znajdziesz odpowiedź na dręczące cię pytanie. Tymczasem synu: Szczęść Boże. Do zobaczenia.

Paul Terimberg – medyk polowy:

Raz przypadkiem miałem okazję widzieć coś podobnego. Wówczas uznałem to „coś” za jakiś nowotwór w wysokim stadium rozwoju. Facet został postrzelony. Kula strzaskała żebro i przebiła płuco. Był ciężko ranny. Był przy tym najciekawszym z moich pacjentów. Krew miał gęstą jak smar! Była niesamowicie mętna i ciemna. Miał też strasznie rozszerzone źrenice. Wyglądał przerażająco. To jeszcze nic! Miał całą twarz napuchniętą i zdeformowaną. Mięśnie twarzy drgały, skóra pękała i sączyła się z niej posoka. Toczył z ust krwistą pianę. Widać było jak żyły pulsowały pod skórą. Wyglądały jak czarne kable telefoniczne. Moi pomocnicy związali go, a ja wyjąłem kulę, odessałem krew z płuc, pozszywałem tyle naczyń krwionośnych, ile mogłem i wziąłem następnego rannego. Przedtemwziąłem kilka próbek płynów ustrojowych mojego dziwnego pacjenta. Gdyby nie ostrzelano i nie przejęto naszego punktu medycznego, może bym je kiedyś przeanalizował.

Pierwsze doniesienia o tego typu przypadkach pojawiły się dwadzieścia lat temu. Do dziś znamy tylko kilka takich. Żaden z nich nie został udokumentowany. Mówi się często, iż tzw. Wszczepiec jest eksperymentem rządowym. Spora część ludzi twierdzi, że to zwyczajna choroba. Bez różnicy, czy jest to zmutowana choroba, eksperyment rządowy, kosmiczni najeźdźcy, czy też szatański pomiot, ewenement ten okazał się nieść ze sobą tragiczne skutki. Pojawiły się również opinie, że Wszczepiec może być zaraźliwy…
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 21 paź 2017, 14:47 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka