Działy
Dodatki

Wieża Drzwi

tekst archiwalny - 7 lipca 2008
Pozwól, przyjacielu, że opowiem ci o pewnej przygodzie, która mnie spotkała parę miesięcy temu. Myślę, że cię to zainteresuje.

Podróżowałem wtedy z grupą moich znajomych po lasach. Szukaliśmy ukrywającej się bandy rozbójników, za których pokonanie otrzymalibyśmy nagrodę. Nie odnaleźliśmy ich, ale za to dotarliśmy do małej kamiennej chaty.

W tym starym, rozpadającym się budynku były jedne, jedyne drzwi. Zbutwiałe, porośnięte mchem i śmierdzące zgnilizną drewniane wrota ustąpiły, gdy tylko lekko je popchnąłem. Po drugiej stronie kryła się ciemność, a gdy ją rozświetliłem pochodnią, okazało się, że wszedłem do niewielkiej sali ze schodami prowadzącymi w górę. Zdziwiło mnie to, gdyż budynek do którego weszliśmy nie miał nawet piętra, a schody te prowadziły wysoko powyżej sklepienia poprzedniego pomieszczeniu. Nie ulegało wątpliwości – to magia.

Rozmówiłem się z moimi towarzyszami i postanowiliśmy, że pójdę do góry wraz z moim przyjacielem, Rorkasem, magiem. Do końca schodów dotarliśmy po wspinaczce, która trwała znacznie dłużej, niż się spodziewaliśmy. I oto okazało się, że stoimy w dwunastokątnej sali, z dwunastoma kolejnymi drzwiami, tym razem metalowymi. W pomieszczeniu było jasno, mimo że nie było tam żadnych okien, przez które mogłoby wpadać światło. Zaintrygowani, postanowiliśmy otworzyć kolejne drzwi, wybraliśmy jedne z nich na chybił-trafił, bowiem wszystkie były takie same.

Drzwi ustąpiły bez jednego skrzypnięcia, a za nimi ukazało się nam zielone pole, mała dolinka z wodospadem i jakąś jaskinią w oddali. Uderzyła nas wilgoć z rzeczki, która płynęła pod naszymi nogami. Jednak nie zdecydowaliśmy się wejść, nie będąc pewnymi, czy to iluzja, czy też w istocie przenieślibyśmy się do innego miejsca lub nawet świata. Zamknęliśmy drzwi i z ciekawości otworzyliśmy kolejne. Tam zobaczyliśmy głębokie lochy, patrzyliśmy na nie jakby z góry, kolejne kondygnacje ginęły w coraz gęstszym mroku. Do ścian przybite były szkielety. To musiało być jakieś więzienie.

Otwarcie kolejnych drzwi, okazało się być naszym błędem. Za nimi była tylko ciemność, nawet pochodnia nie pomagała. Mimo że nalegałem, aby zamknąć tę salę, Rorkas uparł się, żeby wejść do środka, choćby parę kroków. Teraz jestem już pewien – to zachowanie nie było dla niego typowe, coś musiało podpowiadać mu, wołać go... Rorkas wszedł do środka, a wtedy drzwi zamknęły się w hukiem. Nie byłem w stanie ich ponownie otworzyć.

Zbiegłem na dół i okazało się, że wyszedłem w kompletnie innym miejscu. Byłem w ruinie jakiejś wieży, ale otaczał mnie gwar ludzi. Gdy wyszedłem, okazało się, że jestem na targowisku w nieznanym mi mieście. W TYM mieście.

Od tego czasu jestem tutaj i dziękuję bogom, że miałem ze sobą swoją sakiewkę pełną łupu z naszej ostatniej wyprawy. Jak udało mi się ustalić, miejsce w którym odkryliśmy schody znajduje się wiele setek kilometrów stąd. Nie odważyłem się wejść z powrotem do wieży, ale dowiedziałem się, że wszyscy, którzy do niej weszli, zostali uznani za zaginionych. Tylko kupcy odważyli się rozłożyć swoje stoiska niedaleko tej ruiny...
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie dyskusje na forum
  • Więcej

Bestiariusza przegląda 4 użytkowników: 1 zalogowany, 0 ukrytych i 3 gości
Zalogowani: Google [Bot]

Copyright © 2001-2010 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 22 maja 2012, 14:37 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka