Wojny z symbiontami były bezwzględne i brutalne, a ludzkość wypróbowała wiele różnych rodzajów broni, nim wreszcie symbioncki napór został powstrzymany dzięki mocom okultystycznym. Jedną z taki broni był „Prometeusz”.rys. Jok
„Prometeusz” to ogromny bojowy golem wybudowany przez Inżynierów. Ten olbrzym miał odwrócić losy wojny. W jego budowę zainwestowano ogromne pieniądze, wyposażono go w potężną broń, zdolną w ułamku sekundy zamienić w parę całe połacie dżungli, i w reaktor atomowy, dzięki któremu mógłby walczyć w nieskończoność. W końcu przywieziono go na Stygmat, gdzie wojska Cesarstwa na wszystkich odcinkach frontu ustępowały wówczas przed symbioncką nawałą. „Prometeusza” powitano tu jak zbawienie. Powszechnie sądzono, że zapewni ludziom zwycięstwo.
Z początku wszystko szło dobrze. Golem został uruchomiony i ruszył do dżungli. Od czasu do czasu otwierał atomowy ogień w skupiska symbiontów, zamieniając ich natychmiast w parę i popiół. Wkrótce jednak sytuacja się zmieniła.
„Prometeusza” ze wszystkich stron opadły chmary symbiontów. Pnącza vraal, zhybrydyzowane zwierzęta i owady, rośliny i przemienieni ludzie. Hybrydy rzucały się na golema tysiącami – i ginęły w atomowym żarze. Zaraz jednak na ich miejsce przybywały następne. „Prometeusz” zdawał się obserwującym go z daleka ludziom jakby jądrem gwiazdy, która zapłonęła pośród dżungli Stygmatu. Skały wokół niego gotowały się i rozlewały w jezioro, a symbionci wciąż nacierali. Ogromne połacie dżungli zupełnie opustoszały, miejscami zamieniając się niemal w pustynię, gdy rośliny i zwierzęta rzucały się do bitwy z kolosem.
Nagle ogień zgasł. „Prometeusz” przestał walczyć. Zastygł w bezruchu, a wokół jego stóp stwardniała roztopiona skała. Symbionci zaś na powrót zniknęli w dżungli. I choć w pierwszych dniach po bitwie ludziom udało się odzyskać część utraconego uprzednio terenu, korzystając z liczebnego osłabienia wroga, wkrótce hybrydy podjęły na powrót napór. „Prometeusz” nie odwrócił losów wojny.
Inżynierowie orzekli, że najprawdopodobniej wysoka temperatura uszkodziła maszynę myślącą, kierującą poczynaniami golema. Nigdy jednak nie przeprowadzono rzetelnych badań przyczyny klęski „Prometeusza”.
Stoi w dżungli do dziś, ze stopami uwięzionymi w skale, pośrodku jeziora zastygłej lawy. Pancerne płyty zżera rdza, a na jego barkach w naniesionym przez wiatr pyle kiełkują rośliny.
Po zatrzymaniu symbiontów z pomocą mocy okultystycznych front stygmackiej wojny zaczął się przesuwać. Od pewnego czasu „Prometeusz” znajduje się tylko kilka kilometrów za jego linią.
Kościół wobec „Prometeusza”Kościół oczywiście nie cieszył się z budowy „Prometeusza”, nie protestował jednak, bowiem sytuacja na froncie w tamtym okresie przedstawiała się dla ludzi niemal beznadziejnie. Hierarchowie musieli więc zgodzić się na mniejsze zło w postaci budowy i wysłania do walki golema zamiast biernego oczekiwania na nieuchronną, jak się zdawało, klęskę.
Obecnie WKNS jest zachwycony przebiegiem wydarzeń. Golem przegrał, symbionci zostali jednak powstrzymani przez siłę wiary teurgów. Dlatego też WKNS torpeduje wszelki pomysły usunięcia „Prometeusza” z miejsca jego spoczynku, woląc by pozostał on tam na wieki dla upamiętnienia klęski ludzkiej pychy (i technologii) i zwycięstwa wiary.