Działy
Artykuły

Felietownik Nerda #5

Most Einsteina-Nerda, o czasie na hobby i hobby w czasie
Wstępniaczek

Tęskniliście? Mocno? Wróciłem z przeszłości do teraźniejszości przez wędrówkę po przyszłości. Pomysł na tekst przyszedł samoistnie. Zaliczona obsuwa mikołajowa, wynikająca z zakrzywienia czasoprzestrzeni dopełniła dzieła. Działania w czasie, którego permanentnie brak przez przodownictwo pracy oraz równie ustawiczne zmęczenie materiału późnymi wieczorami. Winny tłumaczyć się będzie, zatem przystępuję do zmazania "niedopaczenia". O czasie poczytacie, o jego poświęcaniu i poświęceniu przez te dwie długie dekady nerdzenia... Quo vadis, czasie? Hę?
Bierzcie i trwońcie go wszyscy!


Obrazek



Priorytety, taborety i gumy kulki

Oczywistym dawniejsze czasy były inne. „Lekt, cedzisz banialuki!”. Równie wiadomym jest, że stare czasy były ińsze niżeli szalona galopada smartfonowo-pixelowa. Grało się w garażach, na strychach, katując –enty raz biednego Pegazusa. Robiło się wówczas dziesiątki innych oldschoolowych rzeczy, jak: wiszenie na trzepaku, przecinanie dziewczynom gum do skakania, plucie na chodnik na odległość, gra w kapsle (Wyścig Pokoju rules!), zawody w piciu oranżady z proszku oraz – obowiązkowo - bekanie na żywioł! Czas. Właśnie! Ów skubany, podstępny drapieżnik z odmętów eternity, który przemyka obok niczym śliski wąż, a syczy i dokucza jak orcza sraczka w Mordorze pozbawionym aksamitnego papieru o zapachu jaśminu… Czasie, wołam do ciebie, lamentuję, gdzieś polazł? Trzydziestka chucha na kark oddechem z nutką ironii, a przed nami tyle cudowności. Wszystko się „grało”, „bawiło”, „oglądało”. Powiecie - tetryczenie. Racja. Acz tylko w połowie. Znam ludzi dobiegających do czterdziestu wiosenek, mających swojskie boże rodziny – dom, praca, pies, żona, dzieciaczki (kolejność dowolna) i orają niczym pawiany za banana w zoo, byle żyć, jeść i oddychać. A od wielu z nich niejeden teoretyk mógłby się nauczyć organizacji czasu. Grają, bawią się, piszą i czytają. Inne cuda też wyprawiają. Czasie, przemów do mnie, dlaczegóż takiż nierozciągliwy?

Obrazek



Dorosłość bywa do bani

Zrobiłem sobie rachunek sumienia – wpierw finansowy. Ileż mogło mnie kosztować hobby? Ano byłoby nieco zborów i artefaktów. Podliczyłem i postawiłem diagnozę: „Przecież to tylko pieniądze”. Dobrze. Wyżłopałem kolejny siorb kawy i… zadałem trudniejsze pytanie: Ileż czasu?. Wolnych niedziel, świąt, godzin, mikrosekund poświęconych na sczytywanie komików, sączenie branżowych książek, przechodzenie gier etc. Ile, na upieczonego Ewoka? Poległem. Przez blisko dwadzieścia lat „siedzenia” w (bądź/nie bądź) pasji życia – „Gwiezdnych Wojach” - straciłem rachubę, a może zwyczajnie wolę tego nie przeliczać na godziny, dni, miesiące, gdyż tak jest… wygodniej? Lżej? Klarowniej? Zero wyrzutów sumienia, toż jasne jak dwa słońca nad Tatooine, lecz z „czasem” dopadają człeka poczciwego różnorakie kryzysy, etapy przejścia i gryzące sumienie (zbędny organ) wątpliwości. Pomyślisz, Czytelniku, dobrze prawię, bom mógł wyjść na spacer i poznać miłość życia, bom mógł nauczyć się w tym „czasie” obsługi Wielkiego Zderzacza Hadronów, mógłbym szukać Świętego Graala, ratować księżniczki z wysokich wież albo chwycić za ukulele i zedrzeć opuszki do krwi! Ba! Ino tego nie zrobiłem, bo zabrakło mi „czasu”.

Byłoby to wszystko jednakowoż za smutne, teraz zatem rodzynek przemyśleń. Otóż przemyślałem i przemyślnie wymyśliłem teorię mostu w czasoprzestrzeni zapożyczonego od mistrza nauk fizycznych, mianowicie połączenie Einsteina z nerdem. Teorie białej i czarnej dziury oraz modelu teoretycznego tunelu zostawmy na boku, gdyż podejdziemy do tematu po nerdowsku. Czyżby tylko mnie wydawało się, że podczas zajmowania się hobby „czas” wywija kozła i człowiek traci całkowicie samoorganizację do spółki z poczuciem przemijalności życia? Odmierzanie kolejnych etapów przejścia (tu: od matury, przez pierwszy rok studiów po absolutorium) w formie pęczniejących na regałach komiksów i książek… hmm. Źle ze mną? Siostro, zalecam lewatywę… Granie po piętnaście godzin (do wyładowania baterii) jest passe?

Obrazek



Poświęcenie w imię wyższej sprawy

Rozkładanie teorii względności (a nawet bezwzględności) czasu na czynniki podpierwsze, fascynuje mnie od dawna. Przypatruję się zmianom otoczenia i przemianowaniu parytetów oraz priorytetów, ich metamorfoz (wróć!) pokemonowych transformacji! Jednym przechodzi z „wiekiem”, inni, niczym tonący chwytają się swego hobby jak brzytwy, zarywając noce nad padem, przypominając, że zombie są pośród nas. Obliczyłem, że zostawiłem za sobą połowę doczesnego życia. Z owej połowy najpewniej połowę poświęciłem na hobby. Fakt, iż dzięki temu wiem, dlaczego Ludo Kressh był zacniejszym Lordem Sith od Nagi Sadowa (z argumentacją nie do obalenia ma się rozumieć!), lecz sumienie podpowiada, że mógłbym w tym czasie uczyć się języka obcego, lepić bałwany albo wyjść z psem na pięciogodzinny spacer. Ino „czas” nerda sam się nie „wyczasuje”! I ponowny raz winny podejmuje monolog przed bogami, grzęznąc w bagienku śmieszności. Dobra strona szuka równowagi, zły Lekt zamiast pisać felieton (choć pada ze zmęczenia na pysk) woli szlachtować kościotrupy po lochach albo piec pierniki z najzabawniejszą i najcudowniejszą Gwiezdną dziewczyną w Galaktyce (prywata: uściski dla Gandalficy). Poświęcenie, moi drodzy, nie przychodzi łatwo. Pora sowicie zakropić drinka morałem, jadąc patosem, aż rzadkim pójdzie po kostkach. Przerabiałem w życiu praktycznie każdy etap nerdzenia, łącznie z przerwą (trzy lata) od fandomu, troopowania, słowem - ogarniania całego cyrku. Lata leciały niczym Han kręcący beczki Sokołem, nadprzestrzeń niekiedy naginała się do mej woli, bywało, że wsadzałem łeb do różnych dziur einsteinowskich tuneli, a jednak tu i teraz stukam radośnie w klawiaturę, aby podzielić się z Wami rozterkami nad „czasem”. Czasem hobbistycznie i radośnie marnowanym na wirtualne światy, miliony stronnic przygód Luke’a i spółki czy zdartego gardła od mistrzowania podczas „Lochów i Smoków”.

Pracujecie pół dnia? Macie na utrzymaniu dom? Stado kotów? Nie ma lekko, nikt nie obiecywał. A jednak strasznie ciekawi mnie jak Wy radzicie sobie z organizacją czasu, podziałem obowiązków, rozkrojeniem tego malutkiego torcika na iluzorycznie nierealnie mikroskopijne kawałeczki. Nerdowskiego czasu, ma się rozumieć. Życie przypomina ramowy plan bitwy. Punkty są, koncepcja też, oddziały zwarte, a po pierwszym wybuchu wszystko o kant odwłoka roztrzaskać.

Dlatego zamierzam wskoczyć do swego osobistego tunelu i mimo najszczerszych chęci grania/czytania/komiksowania zwyczajnie pójdę spać.

Stary już jestem, mogę.

Dajcie czas czasowi, jak rzekła mądra głowa i pomyślcie chwilę nad banałem dnia. Ile „czasu” można poświęcić na hobby? Kolorowych snów pożyczył autor, po czym naciągnął kołdrę na uszy i śnił o cofnięciu czasu…

Lekt

PS Zaległe za Mikołaja, święta i w ogóle geekowskiego nowego roku – „ho, ho, ho”. Rózgi i węgiel ze strużynami od pyrów rozdane!
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 25 mar 2017, 08:47 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka