Działy
Artykuły

Bestiariuszowe inspiracje: Behemot, bóg w ciele bestii

tekst archiwalny - 21 stycznia 2008
Dokładnie 38 dni temu przybyłem do opactwa Saint Claery. Nowy rozdział w moim życiu. Jednak nie mam tu nic do roboty. Starsi mnisi nawet mnie nie wpuszczają do skryptorium. Zajmuję się przeglądaniem obszernej biblioteki opactwa. Znalazłem tam ciekawą księgę - „Biały Bestiariusz” Jeana Croppey z Abbisganu. Opisuje ona większość znanych mi mitycznych bestii i monstrów. Jednak znalazłem tam coś szczególnego. Pagina sporządzona pismem staranniejszym, ręką innego skryptora, obfitsza w dekoracje i z pewnością starsza. Opis nieznanego mi dotąd potwora, który zaciekawił mnie już pierwszym zdaniem.

Obrazek



„Behemot, Piekielny. To symbol najczystszej i niezmąconej esencji zła. To kara boska dla ludzi, a także dla niego samego. Jest on zwiastunem nienaturalnych katastrof i nieszczęść. Legenda mówi, że to najpodlejszy z bogów, który za krwawą hekatombę, jaką sprawił swym boskim braciom, został przemieniony w Bestię. Przemierza teraz nasz świat bez końca będąc egzekutorem i ostrzeżeniem dla tych, którzy chcieliby pójść tym samym śladem. Imię jego poszło w niepamięć, sam nazwał się ‘behemot’, znaczące w starożytnym ‘bestia’.” Pierwszy raz słyszę o tej legendzie, a już wertowałem niejednokrotnie księgi w klasztorze Devebrais. Musiał to napisać natchniony literat, przelewając na papier reminiscencje nocnych koszmarów jego chorego umysłu. Tylko co robi ta stronica w księdze innego autora?

Dzień 42

„Jeśliś znalazł te zapiski w bibliotece Saint Claery, wiedz, że stoisz na ziemi, którą cztery niespełna wieki temu nawiedził Behemot.” - pisze autor tej przedziwnej historii. „Było to w czasach rządów hrabiego Raubricka, ostatniego z rodu. W miejscu opactwa stał okazały zamek, otoczony licznymi wsiami, złotymi pasami pól i lasami pełnymi zwierzyny. Jednakże hrabia dopuścił się straszliwych zbrodni i obraził bogów. Tym samym obudził Behemota. Bestia pojawiła się znienacka. W jedną noc Behemot przemierzył ziemie Raubricka i w jedną noc obrócił tę krainę w dolinę nędzy i rozpaczy. Wsie stanęły w płomieniach, zwierzęta ryczały z bólu jednym głosem w ostatnich chwilach konania. Ale to ludzie cierpieli najbardziej. Złe duchy towarzyszące Bestii opętały całe wsie. Przekleństwo padło na ten lud. Ziemia nie chciała rodzić plonów, kolejne zarazy pustoszyły prowincję. Dzieci rodziły się martwe, chore, zdeformowane. Nienawiść, gniew i walki zagościły między ludźmi, sąsiad mordował sąsiada, brat wieszał brata. Trzy lata trwała ta agonia, po trzech latach Cesarz nakazał zmieść z powierzchni ziemi przeklętą prowincję. Raubricka z rodziną spalono na stosie, a ich prochy rozrzucono po cały Cesarstwie.” Przerażająca historia, ale nie ma żadnych faktów na jej potwierdzenie. Mnisi byli pierwszymi osadnikami na tych terenach, a po zamku nie zostały żadne ruiny.

Obrazek



Na końcu strony widnieje też ostrzeżenie dla czytelnika: „Jeśli splamisz swój język, pióro albo nawet umysł słowem o Behemocie, pamiętaj, że nie zaznasz już spokoju, pamiętaj, że będziesz pierwszym do potępienia, pamiętaj, że to tak, jakbyś zapraszał Złego do siebie.” Ciekaw zatem jestem bardzo, jak skryba, zapisując ten tekst, uniknął niebezpieczeństwa...

Dzień 47

Dziś, będąc w lesie odnalazłem przez przypadek coś kuriozalnego. Głaz wielki jak koło młyńskie, za które zresztą z początku go brałem. Ukryty w rozpadlinie skalnej zarośniętej od dawna. Kiedy go wreszcie oczyściłem z gałęzi i pnączy, moim oczom ukazał się zapierający dech w piersiach obraz. Wyraźny odcisk stopy gigantycznego zwierzęcia o trzech pazurach. Odciśnięta z taką dokładnością faktura skóry nie mogła być dziełem ludzkich rąk. Nie mogłem uwierzyć, że ten ślad był odbity w litej skale niczym w wosku. Zmierzyłem... średnica 1,70 m. Czyżby to był ślad Behemota opisanego w „Białym Bestiariuszu”? „Bestia ma postać czworonożnego zwierzęcia, o grubej, twardej, ciemnoszarej skórze. Jego dużą głowę osadzoną na masywnym karku zdobią dwa ogromne ciosy. Korpus ma wielkości chaty chłopskiej, ogon długi na kilka metrów i wielkie ślepia.” Nawiedzony pismak musiał zaczerpnąć pomysł z tego głazu, który zapewne jest reliktem jakiejś dawnej wiary pogańskiej.

Dzień 48

Będąc w krypcie, odkryłem, że fundamenty i podziemia zostały zbudowane dużo wcześniej niż opactwo i na zupełnie innym planie. W annałach nie było nic na temat przebudowy kompleksu opactwa. Czy to są ruiny zamku Raubricka? Czyżby zatem ten mit krył w sobie rąbek prawdy?

Zapytałeś o Behemota. Przejście tej bestii jest wyrokiem śmierci dla krainy. Plagi, zarazy, nieurodzaje, pożary, powodzie i wiele gorszych klęsk. Wszelkie symptomy magii w promieniu kilkunastu kilometrów od Niego gasną. Kiedy idzie, ciągnie się z nim gęsta nienaturalna mgła, deszcze i zmienne wiatry. Ponoć podróżują z Behemotem legiony potępionych dusz – jego ofiar nawiedzających okolicę. Najgorzej jest z tymi, którzy mieli nieszczęście się urodzić w takich czasach. Większość dzieci nie przeżywa porodu. Resztę dopada szaleństwo, deformacja albo klątwa. Stają się oni złoczyńcami najgorszej maści, zdolnymi do każdej niegodziwości. Są jednak też tacy, co żyją inaczej ze skazą Behemota. Tacy ludzie miewają wizje, słyszą głosy. Czasem są to projekcje grzechów, za które Behemot przyjdzie karać, a czasem... są to sceny z życia samego Behemota, kiedy był jeszcze bogiem. Te projekcje prędzej czy później prowadzą do szaleństwa. Ludzie z piętnem Behemota odczuwają też jego piekielne cierpienia, dzielą z nim ciężar, jaki dźwiga i te okropne zbrodnie, jakich dokonują złoczyńcy, bolą ich tak samo, jak Bestię. To jest gigantyczny ból, na miarę boga. To ból, jakiego śmiertelnik nie jest w stanie znieść. Toteż za wszelką cenę próbują oni zatrzymać dzieła tych zbrodniarzy. Tylko w ten sposób splamieni skazą Bestii mogą żyć i dlatego właśnie jadę do stolicy... Pozbawić życia naszego Jaśnie Wielmożnego króla.

Dzień ?

Nie liczę już dni. Podróżuję przewożąc księgi i służąc na dworach w imieniu Zakonu. Wciąż mam ze sobą „Biały Bestiariusz”, po prostu nie mogę się oderwać od niego. W żadnej bibliotece nie znalazłem słowa o Behemocie, czyżby ten, kto o nim napisał, był przeklęty?

Obrazek



A jednak! Jak się ucieszyłem, gdy ujrzałem znajome pismo tajemniczego skryby z Saint Cleary. Ta sama czcionka, atrament, nawet papier. Tym razem opisuje on dwie postaci Bestii: "(...) postać pokutująca, pełna żalu i cierpień, dźwigająca ciężar win. Zakryty gęstą mleczną mgłą albo ciężkim deszczowym kloszem. Brnie tak, powoli w niezmąconej ciszy przez świat. Druga postać to egzekutor, to kara boska, to Płomień i Zło. Mgła i deszcz zamieniają się w szaleńczy wicher i grad piorunów. To gigantyczna pędząca masa, która zmiecie wszystko na swej drodze, zostawiając za sobą istne pandemonium."

Śniłem o grimuarze Behemota złożonym z porozrzucanych po świecie kart. Dzisiaj znalazłem jedną z nich. To znów skryba z Saint Cleary. Był na niej spory kawałek tekstu w języku starożytnym, niemożliwy dla mnie do przetłumaczenia. Domyślam się, że jest to jakaś inkantacja. Następnie kilka akapitów na temat magii związanej z Behemotem.

"Ziemia śladu Bestii. Jeśli zbierzesz ją nie dalej, jak pięć minut po Jego przejściu, zmierzasz z wodą i odmówisz formułę, uzyskasz silną truciznę, która doprowadza ludzi do obłędu(…). Krew Behemota, jeśli sporządzić z niej odpowiedni amulet, odpędza wszelkie duchy i upiory. Żadna dusza nie podniesie ręki na krew Behemota. Jednak najpotężniejszym i najcenniejszym skarbem jest łza Behemota, z chwil, gdy Bestia płacze, spoglądając na ten ziemski padół.”

Wyobrażam sobie płaczącego Behemota, siedzącego na dachu świata, spoglądającego w dół, na nas maluczkich. Dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że ta wizja to wytwór mojej urojonej wyobraźni, przecież nawet nie wiem, jak on wygląda.

Zostałem wydalony z Zakonu. „Za niegodne brata Zakonu zachowania i podejrzane dociekania”. Koniec z wygodnym życiem mnicha, jednak badań nie porzucam. Żałuję, bo to wydarzenie z pewnością znacznie spowolni moje poszukiwania.

Stałem na wzgórzu ponad lesistą doliną. Z dala widziałem ten obszar zasłonięty kurtyną deszczu i mgły. Wiedziałem dobrze, co to jest. Jednak w tym samym czasie kazałem rozpalić stosy. Piekielne jęki straceńców wypełniły powietrze. Odpowiedź nadeszła szybko. Szary obłok zamienił się w czarną chmurę, zalewającą całe niebo. Dolinę przeszył głęboki, nienawistny ryk. Terror, istny terror zawarty w tej jednej nucie. Moi ludzie uciekli, gdy go dojrzeli, lecz już ich nie potrzebowałem. Stosy płonęły. Patrzyłem, jak rozpala się wielki płomień w oddali. W moich oczach rozpędzał się i przecinał las, zostawiając za sobą pożogę. Widziałem, znałem i czekałem na niego, tymczasem moje serce przepełniało przerażenie. Z ogromną szybkością zbliżała się ognista kula, gotowa zmieść wszystko na swojej drodze. Pojawiły się pioruny i oszalały wicher mną targający - zwiastuny jego rychłego przybycia. Po chwili powietrze stało się nieznośnie ciężkie od wściekłej nienawiści. To dusze potępionych płynęły w awangardzie, plując we mnie swą furią. Kiedy ziemia drżała i słyszałem potężny tętent Bestii, stałem już przygotowany z otwartymi szeroko ramionami. Z hukiem rozniósł przednie mury, jakby były z powietrza, zatrzymał się na chwilę. Wtedy zobaczyłem jego oczy. To nie były ślepia zwierzęcia ani oczy człowieka czy nawet Bestii, to były oczy prawdziwego Boga. Emanowała z nich duma i nienawiść, gniew i potęga. Takie widziałem jego oczy, płonące, pełne krwi i mordów, bólu i cierpienia. Takie właśnie widziałem jego oczy, gdy rzekłem „Bądź przeklęty ojcze”.

Obrazek



Muszę znaleźć inne karty grimuaru Splamionego z Saint Claery, muszę! Miał rację skryba, że choćby i samo myślenie o Nim skazuje na potępienie. Przecież On widzi i słyszy, nic przed nim nie ukryjesz. To Bóg zaklęty w ciele Bestii. To nie jest bezmyślne monstrum. Powtarzam. To jest Bóg! W jego oczach można zobaczyć historię powstania świata, narodziny bogów, dzieje ludzkości, to oczy nieprzeniknionej mądrości i potęgi. Wiem, bo zaglądałem w nie, we śnie...

Trzy lata czekałem na znalezienie kolejnej karty. Poprzednie znam już na pamięć. "Walka. Któż chciałby się równać z Behemotem, chyba tylko sami bogowie. Jego skóry nie przebijesz zwykłym orężem, magia w jego obecności jest bezużyteczna. Ciosy jego stanowią śmiercionośną broń. Ma siłę przebijać kamienne mury i rozbijać skały. Któż zatem jest w stanie go zatrzymać?" No właśnie, któż?!...

"Dzieci Behemota. Osoby urodzone niedługo po pojawieniu się i w okolicy obecności Bestii. Sadystyczni złoczyńcy albo idealistyczni bohaterowie. Ponoć czują swoje istnienie i obecność. Żyją nawet do 150 lat. Jednak ostatni z nich umarł w 1231, w wieku 130 lat." Wynika zatem z tego, że ostatni raz Behemot pojawił się około 200 lat temu.

Jestem śmiertelnie chory, czuję z każdym dniem, jak moje wątłe ciało słabnie. Nie starczy mi życia, żeby zebrać całą księgę Splamionego. Jedno mam tylko marzenie. Spotkać Go. Cóż mam zrobić, żeby dostąpić zaszczytu, by spojrzeć w oczy Behemotowi?

Podjąłem decyzję. Przygotowania już zakończone wystarczy dać sygnał, a spełni się to, o com prosił. (...) Ruszyły tryby machiny. Nic już nie jest w stanie jej zatrzymać.

Szalony? Przeklęty! Przeklęty dzień, w którym moja noga stanęła u progów opactwa Saint Cleary!
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 21 lut 2017, 13:08 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka