Każdy, kto zetknął się kiedyś z prozą pani Rowling, miał styczność z „Dungeons & Dragons” lub też chociaż raz przeczytał od deski do deski Pismo Święte, z pewnością natknął się na stworzenie nazywane bazyliszkiem. Ten mityczny potwór był znany już starożytnym Grekom i mieszkańcom Azji Mniejszej. Później jednak pojawił się także w polskich legendach, dziś natomiast jest jednym z kluczowych stworzeń w fantasy.Wyobrażenia bazyliszka są bardzo różne. Rzymski pisarz żyjący w pierwszym wieku naszej ery, Pliniusz, mówi o bazyliszku, że jest to nieduży wąż o długości nie większej niż pół metra. Jego głowę miały zdobić dziwne symbole, a sam potwór atakował swoje ofiary w pozycji pionowej. Pliniusz twierdził też, że ten niewielki wąż posiadał zdolność rozkruszania kamieni i zionięcia ogniem.
+
Jakiś czas później narodziło się przekonanie, że bazyliszek jest połączeniem węża oraz koguta. Takie a nie inne teorie pojawiały się dlatego, iż wierzono, że potwór wykluwał się z jaja złożonego przez siedmioletniego koguta, a wysiedzianego przez węża (inne źródła mówią też, że jajo wysiadywała ropucha). Średniowieczny wąż miał zatem pokryty łuskami tułów zbliżony wyglądem do gadziego, natomiast reszta ciała, włącznie z głową, wyglądała identycznie jak u koguta.
Wyobrażenie „dedekowe” różni się nieco od wszystkich innych, zaproponowanych przez mitologie i legendy, bazyliszków. W systemie tym przedstawiono go jako sporych rozmiarów masywną jaszczurkę o małych, żółtych ślepiach i grzbiecie pokrytym ostrymi jak brzytwa kolcami. Jak podaje „Księga Potworów” do trzeciej edycji „D&D”, dorosły bazyliszek liczy sobie 180 centymetrów długości - bez ogona, który może osiągać długość dwóch metrów. Waży zaś zwykle około 150 kilogramów. Posiada osiem odnóży, cztery po każdej stronie ciała. Mimo tego niecodziennego wyglądu, zachowuje tradycyjne dla bazyliszków zdolności.
Trzynastowieczny włoski uczony, Brunetto Latini, opisywał bazyliszka jako króla węży. Potwór ten miał ponoć tak wiele jadu, że całe jego ciało błyszczało. Jeśli jednak wierzyć podaniom, miał on być nieskuteczny przeciwko temu, kto spojrzy na potwora wcześniej, niż on sam zwróci wzrok ku niemu. Bazyliszek Latiniego był wysoki na nie więcej niż pół metra, a jego skóra była pokryta białymi plamkami. Na głowie obowiązkowo znajdował się grzebień podobny do koguciego.
W niemal wszystkich podaniach i źródłach opisuje się bazyliszka jako absolutnie złego, nieprzyjaznego ludziom potwora. Ludzie myśleli o nim jak o wrogu głównie za sprawą jego nadnaturalnych zdolności. Bazyliszek miał zwyczaj mieszkać na pustkowiach, gdyż jego oddech zatruwał powietrze i gdziekolwiek bestia się nie pojawiła, tam po niedługim czasie zanikało wszelkie życie. Nic więc dziwnego, że jako miejsce zamieszkania zazwyczaj obiera sobie skaliste jaskinie ulokowane w samym środku pustyni, obowiązkowo blisko oazy - wszak potwory także potrzebują wody. Mówiło się, że kiedy w pobliżu legowiska bazyliszka przelatywał jakiś ptak, po chwili spadał on martwy na ziemię. Bazyliszek nie znosił śpiewu ptaków. Poza tym, potwór ten miał wstręt do łasic. Nienawidził ich zapachu, a przypadkowe pożarcie tego zwierzęcia mogłoby gada doprowadzić do śmierci. Bazyliszek miał słabość do wszelkiego rodzaju biżuterii. Kiedy spotykał na swojej drodze jakiegoś wędrowca, przemawiał ludzkim głosem i żądał całego złota, jakie nieszczęśnik akurat przy sobie miał. Nie tolerował odpowiedzi „nie dam”, lub „nie mam”. Wówczas używał jednego ze swoich dwóch słynnych ataków, o których za moment. Jeśli natomiast wędrowiec postanowił oddać to, co posiadał, miał szansę uratować się szybką ucieczką. To właśnie za sprawą relacji uciekinierów udało się zgromadzić tak dużą wiedzę na temat tych bestii.
+
Bazyliszek zabijał na dwa sposoby. Pierwszy, znany chyba wszystkim tym, którzy kiedyś mieli okazję się z gadem spotkać - polega na zamienieniu ofiary w kamień. Walcząc z bazyliszkiem, za żadne skarby nie wolno spoglądać mu w oczy. Tylko wówczas bowiem bestia może użyć swej zdolności, dzięki której przemieni każdego nierozważnego awanturnika w kamienny posąg. Druga broń potwora to jad. Wbrew pozorom, bazyliszek nie musi swej ofiary ukąsić, by ją zatruć. Stwór potrafi bowiem pluć swym jadem na odległość. Wydzielina natomiast wcale nie musi dostać się do krwi nieszczęśnika. Jad bazyliszka był bowiem tak silny, że rozpuszczał ludzkie ciało jak kwas. Najlepszym sposobem na uśmiercenie bazyliszka jest uszkodzenie jego oczu, a następnie przebicie gada jakimś ostrym narzędziem - choćby mieczem czy włócznią. Można też uciec się do fortelu ze śpiewem ptaków lub z łasicą - to jednak co najwyżej zdezorientuje bazyliszka i da czas na ucieczkę, ale nic poza tym.
Jak już wcześniej wspomniałem, także i Polacy mogą się pochwalić własną legendą o bazyliszku. Żył sobie niegdyś płatnerz Melchior Ostroga. Miał on dwoje dzieci: syna Maćka i córkę Halszkę. Pewnego razu dzieci chciały wybrać się na rynek. Ojciec zezwolił im na to, przestrzegł jednak, by za nic w świecie nie błąkały się po zburzonym domostwie na Krzywym Kole. Maciek i Halszka poszli na rynek i spotkali tam Walusia Klepkę, który był synem bednarza z Zapiecka. Kiedy przechodzili koło Krzywego Koła, Waluś opowiedział dzieciom, iż jeszcze tego ranka coś świeciło się w ruinach jak złoto. Maciek postanowił wejść do środka, miał bowiem nadzieję, że dostanie pochwałę od ojca za przyniesione do domu, odnalezione w zrujnowanym domostwie dukaty. Weszli do domostwa i ostrożnie zeszli do lochu. Wszędzie panowała nieprzenikniona ciemność. Wkrótce dotarli do furtki. Waluś otworzył ją i… osunął się na ziemię. Oczom nieostrożnych badaczy ukazał się potwór, będący połączeniem koguta i węża. Głowę miał kogucią z ogromnym purpurowym grzebieniem, szyję długą jak u węża, tułów pokryty czarnymi piórami, a nogi długie i kosmate, zakończone ostrymi pazurami. Oczy bestii jarzyły się na żółto i czerwono. Maciek szybko rozpoznał w bestii bazyliszka i nakazał Halszce stać cicho w nadziei, że potwór ich nie dojrzy. Mijały godziny, a dzieci bały się ruszyć z miejsca i uciec na górę. Bazyliszek przechadzał się po korytarzach i bynajmniej nie miał zamiaru zasnąć. Rodzice zaniepokojeni nieobecnością dzieci, poczęli szukać swych pociech. Melchior Ostroga poszedł więc do czarownika Hermenegildusa Fabuli, w nadziei, że ten pomoże mu odnaleźć dzieci. Czarodziej stwierdził, że jest pewien bardzo trudny sposób na uratowanie Maćka i Halszki. Należało obwiesić się ze wszystkich stron lustrami i zejść do podziemi, w których mieszkał potwór. Bazyliszek miał ujrzeć w lustrze swe odbicie i zginąć od siły własnego wzroku. Zaprowadzono więc śmiałka do lochu. Wkrótce dało się słyszeć dziwny odgłos, przypominający pianie koguta, syczenie węża i diabelski śmiech. Bazyliszek padł martwy. Radosna nowina szybko obiegła całą Warszawę. Maciek i Halszka wrócili do swych rodziców, a żaden bazyliszek nie odważył się już więcej zaatakować stolicy.
Kończąc ten krótki tekst, przedstawiam jeszcze dwa spośród kilku, bądź kilkunastu cytatów mówiących o bazyliszkach, na które można natknąć się, czytając Pismo Święte:
Tłuką jaja żmijowe
tkają pajęczyny
kto zjada te jaja, umiera,
gdy je stłucze, wylęga się żmija (Iz 59, 5)
<< Tak, bo wysyłam przeciw wam
węże jadowite,
których nie można zaklinać;
będą was kąsać - wyrocznia Pana-
i to bez możności uleczenia >> (Jr 8, 17)