Działy
Artykuły

Felietony fantastycznie mocne #5

Winnetou i klątwa Prezesa
Rok 2011 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. Takimi to właśnie zdarzeniami rok ten wypełniony był aż po brzegi. Ba! Co tam rok! Jeden miesiąc pełen ich był niczym futro pcheł. Ba! Co tam miesiąc! Jeden tylko dzień obfitował w nie w sposób niepojęty! A jeden z tych właśnie dni, które dzięki łasce Wielkiego Słońca mamy już za sobą, zdołał wyróżnić się nawet spośród tak niezwykłego towarzystwa. A imię jego było 13 grudnia…

13 grudnia 2011 roku obchodziliśmy wszyscy 30 rocznicę wydarzeń, kiedy to Czerwoni – w tej roli komuniści, wykopali topór wojenny (albo raczej wyciągnęli policyjne pały) przeciwko Kowbojom Solidarności. Na ten historyczny moment Jarosław „Fistfull of Love” Kaczyński zwołał nadzwyczajny Marsz Niepodległości, który miał udowodnić, że tak jak w Ameryce, tak i u nas, Indianie ostatecznie zgniją w rezerwacie.

Dzień ten zaprawdę na długo pozostanie w mej pamięci, bo i dawno też nie doświadczyłem równie uciesznego teatrum, godnego autorstwa samego mistrza Witkacego.

++

Marsz, jak to marsz, przebiegał spokojnie przy akompaniamencie wyzwisk i obleg miotanych przez zwarte szeregi patrioli, zwanych również pseudopatriotami, oraz rzucanych sporadycznie wezwań do szturmu na Brukselę, Moskwę lub Ułan Bator. Wszystko to obserwowałem z umiarkowaną irytacją do czasu, kiedy antypolska telewizja TVN zaczęła robić zbliżenia poszczególnych sztandarów i transparentów niesionych przez rozgorączkowany tłum. W tej to nieszczęsnej chwili bezlitosne oko kamery wyłowiło, rozwijaną właśnie ogromną płachtę z napisem „BOŻE MÓJ, GDZIE MOJA DUPA?!”

W pierwszej chwili zbaraniałem. W następnej, targany spazmami bólu wywołanego nagłym nadwyrężeniem przepony, wczołgałem się, zawodząc z cicha, pod stół, aby tam w spokojności dokonać żywota w najzabawniejszy z możliwych sposobów. Dopiero z tej pozycji, śledząc załzawionym okiem ekran telewizora, dojrzałem prawdziwe przesłanie widniejące na inkryminowanym transparencie. Złośliwy wiatr, działający z pewnością na zamówienie rządu, tak sprytnie poruszył rozwijaną płachtą, iż z DUMY (nie po raz pierwszy zresztą), zrobiła się DUPA.

Opanowawszy się w końcu, wypełzłem z mojego bezpiecznego schronienia, i niedoszłego grobowca jednocześnie, aby z większą już przychylnością śledzić dalsze losy Marszu. Trafiłem akurat na płomienne przemówienie Babci Józi, która, przeplatając mowę pieśnią patriotyczną, wzywała do ponownego ruszenia na Berlin. Jak się później okazało, wezwanie to podchwycił bliżej nieznany nikomu odłam wojującej prawicy, którego członkowie postanowili niezwłocznie wypełnić swój patriotyczny obowiązek i wzorem zdobywców niemieckiej stolicy z ’45 roku, zawisnąć na szczycie Bramy Brandenburskiej. Przed niechybną śmiercią, za którą winę ponosiłyby pewne braki w znajomości historii, naszych bohaterskich idiotów ocaliła właśnie owa nikomu niepotrzebna nauka. Po kilku dniach cała grupa, podróżująca skradzionym beczkowozem, została zatrzymana podczas próby przeprawienia się promem do Królestwa Szwecji. W trakcie późniejszego przesłuchania przyznali, że w pobliżu granicy z Niemcami jeden z ich bardziej światłych członków przypomniał sobie, iż przed Niemcami najechali nas jeszcze Szwedzi, wywołując pamiętny potop. Natychmiast też postanowili okrutnie się na nich odegrać. Beczkowóz, jak podały źródła zbliżone do żony komendanta, był pełny…

Po Babci Józi na ambonę wstąpił i głos zabrał sam Prezes. W przemowie swojej, z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia, nie omieszkał życzyć naszym drogim sąsiadom wszystkiego najgorszego. Tym razem jednak nie skończyło się na samej tylko Unii Europejskiej czy Rosji. Prezes raczył bowiem swemi ustyma cisnąć klątwę straszliwą na Państwo Środka, wysnuwając hipotezę, iż Polska pod rządami jedynie słusznej opcji politycznej gnałaby do przodu niczym same Chiny! Znając wielką moc ukrytą w słowach Prezesa, o której dopiero co przekonali się nasi węgierscy bratankowie, westchnąłem ciężko i zadumałem się nad smutnym losem Chińczyków. Rychło jednak po mym podejrzliwym umyśle plątać zaczęła się idea nieprzyjemna. Zaraz, zaraz – myślę sobie – przecież Prezes nie miotałby tak okrutnych klątw przeciwko niewinnym. Coś w tym przecież musi być!

I owszem, jest. Przypomnijmy sobie bowiem pewne bardzo stare, chińskie przekleństwo: obyś żył w ciekawych czasach. Patrząc na to, co działo się u nas w samym tylko, mijającym właśnie 2011 roku, miliard Chińczyków musi nam bardzo, ale to bardzo źle życzyć.

Teraz jednak dostaną za swoje!

PS. Obym za dwanaście miesięcy mógł z czystym sumieniem napisać, że rok 2012 był to zwykły rok…
KOMENTARZE (1) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Jok 2 sty 2012, 10:17
Jestesmy dupni...dumni XD
  • Ostatnie dyskusje na forum
  • Więcej

Bestiariusza przegląda 6 użytkowników: 1 zalogowany, 0 ukrytych i 5 gości
Zalogowani: Google [Bot]

Copyright © 2001-2010 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 22 maja 2012, 14:29 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka